Każdy z nas ma swój ogród

Czasami patrzymy na siebie jak na projekt do naprawienia. Jakby wystarczyło znaleźć odpowiednią instrukcję, zrobić kilka konkretnych kroków i po chwili wszystko będzie już „uporządkowane”. Spokój. Harmonia. Gotowość. A przecież człowiek tak nie działa.

Bardziej przypominamy ogród. Każdy z nas nosi w sobie jakiś kawałek ziemi. Są miejsca zadbane i pełne życia. Są takie, które dawno nie widziały światła. Są chwasty, splątane korzenie, stare gałęzie, których boimy się dotknąć. Są też rośliny, o których istnieniu nawet nie pamiętamy, dopóki znowu nie zakwitną. I tak samo jak z ogrodem, praca nad sobą nie dzieje się od razu.

Nie da się jednego dnia uporządkować wszystkiego. Nie da się w jeden wieczór zasadzić nowych roślin, wyplewić chwastów i jeszcze oczekiwać, że następnego ranka wszystko rozkwitnie.

Niektóre rzeczy potrzebują czasu. Nie dlatego, że robimy coś źle. Po prostu dlatego, że wzrost potrzebuje czasu.

W terapii często bardzo chcemy już „wiedzieć”, „umieć”, „poradzić sobie”. Chcemy efektu końcowego. Chcemy zobaczyć piękny ogród. Tymczasem terapia bardzo często zaczyna się od zwykłego zatrzymania i spojrzenia na to, co właściwie już w sobie mamy. Jaką mamy glebę. Co w nas rośnie. Co uschło. Co nadal próbuje przetrwać. I do tego potrzebujemy docenienia.

Zobaczenia swojej drogi, wysiłku, małych kroków, które często są niewidoczne dla innych. Bo czasami ogromną pracą jest samo wejście do własnego ogrodu po latach unikania patrzenia na niego. Potrzebujemy też delikatności. Nie wszystko da się wyrwać siłą. Niektóre chwasty mają głębokie korzenie. Niektóre doświadczenia rozsypują się przy zbyt gwałtownym dotyku. Czasami to, co najbardziej przeszkadza, jednocześnie przez lata pomagało nam przetrwać.

Dlatego w terapii tak ważna jest uważność i łagodność wobec siebie. Potrzebujemy wrażliwości, żeby zauważyć, czego naprawdę potrzebujemy. Co jest jeszcze kruche. Co wymaga światła, a co odpoczynku. Które miejsca są poranione i nadal bolą przy dotyku. I bardzo potrzebujemy czułości.

Bo nie każda roślina potrzebuje tego samego. Jedne potrzebują więcej słońca, inne więcej cienia. Jedne zakwitają szybko, inne dopiero po wielu sezonach.

Tak samo jest z nami. Czasami patrzymy na innych i myślimy: „Dlaczego u nich już wszystko kwitnie?” Ale przecież każdy ma inny ogród. I może największą trudnością jest pogodzenie się z tym, że nikt nie urządzi go za nas.

Owszem, inni mogą nam pomagać. Mogą wejść na chwilę do naszego świata. Coś pokazać, wesprzeć, czasami potrzymać konewkę, kiedy my nie mamy już siły. Ale ostatecznie to my uczymy się swojego ogrodu. Bo nawet jeśli ktoś posadzi tam najpiękniejsze róże, my nadal możemy marzyć o liliach.

Praca nad sobą nie polega na tym, żeby wszystko zrobić idealnie i raz na zawsze. To bardziej regularne wracanie do siebie. Czasami podlewanie. Czasami porządki. Czasami odpoczynek na trawie. A czasami tylko siedzenie obok i przyznanie: „Dzisiaj nie mam siły nic zmieniać”. I to też jest część procesu. Bo ogród nigdy nie jest skończony.

Tak samo jak my.